Kryzys..
Nasz pobyt wciąż jest pełen wrażeń.. Wczoraj dużą atrakcją okazał się rejs statkiem po jeziorze Niegocińskim i pobliskich kanałach, tzw.szlakiem łąbędzim. Niestety złe samopoczucie dopadło wtedy Marcina, Karolinę i Wiktorię. A my poznaliśmy nową formę aktywności, tzw. skyrunner - dokumentacja w galerii. Każdy z naszych zawodników, który spróbował swoich sił na sprężystych szczudłach notował jakiś rekord. Wyjątkowo radziła sobie Sandra, która już po 2 minutach zaczęła biegać jak profesjonalistka! Wieczorem bawiliśmy się na dyskotece, ale bardziej grając w piłkarzyki niż tańcząć:) a potem rozchorowała nam się Pani Kinga, a Hary przeciął nogę!!
Dzisiaj natomiast okazało się, że mamy w swojej grupie rybaka - Jan złowił 6 ryb na spławik i zaraził swoją pasją Mateusza G. i Mateusza P. Poza łowieniem byliśmy na wycieczce rowerowej w Giżycku po pamiątki (poradziły sobie Zosia i Karolina, które miały sporo wątpliwości), na kajakach oraz wygraliśmy kolejny mecz w piłkę nożną z Kościeliskiem. Jutro finał!! Pani Dagmara wraz z Sandrą, Wiktorią i Marcinem odwiedzili lekarza i okazało się, że mają zapalenie gardeł, ale na szczęście nie muszą leżeć w łóżku.. Żal jedynie, że jutro na 90% nie wystartują w zawodach biathlonowych...
Wszyscy są cali i nieobiektywnie oceniając chyba zadowoleni:)
P.S.
Trzymajcie kciuki za finały w nogę i kosza i oczywiście za biathlon!!!
P.S.2
Jan wręcz uwielbia Harego - dosłownie z nim szaleje:)))